Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/217

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Dzieciętom, spłodzonym przez boga,
Dola dostała się błoga!

ION.

Hej! służebna ty gromado, co przy słupach tej świątyni
Pana swego oczekujesz, powiedz-że mi, co on czyni?
Czy powrócił od trójnoga Ksutos król, czy jeszcze gości
U wyroczni, by się radzić w sprawie swojej bezdzietności?

PRZODOWNICA CHÓRU.

Jest w przybytku, przyjacielu, nie przestąpił progów jeszcze,
Ale, słyszę, drzwi już skrzypią, już porzuca miejsce wieszcze,
Już wychodzi pan i władca, już przed nami oto stoi.

KSUTOS (do Iona).

Szczęścia, synu! Tak rozpocząć godzi się tu wardze mojej.

ION.

Ja mam szczęście, ty miej rozum, dobrze będzie nam na świecie.

KSUTOS.

Daj się w rękę pocałować, pozwól się uścisnąć, dziecię!

ION.

Masz-li rozum, przyjacielu? Czy ci bóg odebrał zmysły?

KSUTOS.

Że miłować chcę, co miłe, przeto władze moje prysły?

ION.

Puść! Nie tykaj! Porwiesz wieńce, które, widzisz, trzymam w ręku!

KSUTOS.

Nie rabunku się dopuszczam, własność biorę mą bez lęku.

ION.

Odejdź, proszę, bo naciągnę tę cięciwę, w serce-ć strzelę.