Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/168

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Czy widzisz tego męża? Grom go raził z nieba:
To wódz jest Kapaneusz. Opływał w dostatki,
Lecz niemi się nie chełpił. W swej skromności rzadkiej
Nie więcej on miał pychy, niżli człek ubogi;
Biesiadnikami gardząc, którzy schodzą z drogi
Umiarkowania, mawiał, że cnota nie gości
W żołądku; zwolennikiem był wstrzemięźliwości.
Przyjaciel dla przyjaciół szczery w każdej porze,
I w oczy i zaocznie. Mało takich może
Człek znaleźć na tym świecie. Dusza nie fałszywa,
Uprzejmie się bywało do wszystkich odzywa
I wszystkim raz danego dotrzymuje słowa,
Czy sługa, czy to będzie obywatel... Nowa
Przed tobą oto postać: Eteokles, człowiek,
Prostotą jaśniejący, młodzian, który powiek
Nie zwracał ku dobytkom — ubogi, a przecie
Największej czci zażywał w Argejczyków świecie.
Częstokroć przyjaciele darzyli go złotem,
Lecz on go nie przyjmował, lękał się, by potem,
Związany będąc datkiem, nie poszedł w służalczą
Zależność... Gardził tymi, co ohydą walczą.
Nie państwem, państwo bowiem zawsze będzie prawe,
Choć źli mu kierownicy złą zyskują sławę.
O trzecim to zaś powiem, o Hippomedonie,
Że już od lat dziecięcych, bywało, nie płonie
Ku słodkim Muz rozrywkom i miękkiemu życiu.
Przemieszkujący na wsi, z trudami w obyciu,
Wyrabiał w sobie męskość, to chodząc na łowy,
To końmi się bawiący lub łukiem, by zdrowy
Cielesnej mocy zasób oddać na pożytek
Ojczyźnie... Ten tu znowu, strojny w taki zbytek
Urody, to łowczyni. Atalanty, plemię,