Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/143

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Spoglądać będzie z trwogą. Nie pójdziesz z pomocą,
Mój synu, za tych niewiast nieszczęsnych sierocą
Niedolą? Nie przynaglisz, aby zmarłe swoje
Pochować mogły godnie? Lecz ja się nie boję,
Albowiem w tej wyprawie idzie prawo z tobą,
A Kadma lud, choć widzę, że dzisiejszą dobą
Jest górą, przekona się, że w tej grze inaczej
Wyrzuci swoje kości, gdyż o wszystkiem baczy
I wszystko Bóg wywraca.

PRZODOWNICA CHÓRU.

Rzekłaś, droga pani,
Co nas i twego syna do szczęsnej przystani
Powiedzie... Tak! Podwójną sprawiłaś mi radość.

TEZEUSZ.

O matko! Uczyniłem ja słuszności zadość:
W ten sposób przemawiając do tego tu męża,
(wskazując na Adrasta).
Pragnąłem mu pokazać, jakiego oręża,
Jakiego padł ofiarą zamysłu. Pozatem
Ja sam to przecież widzę, że się z moim światem,
Stosownie do twych porad, bynajmniej nie godzi
Unikać niebezpieczeństw... Wykonałem przodziej
Niejedną rzecz chwalebną, stawiłem przed oczy
Ludowi helleńskiemu, że po to się toczy
Me życie, aby karać wszelkie zło. Więc trudem
I dzisiaj nie pogardzę, bo jakimżby cudem
Nie hańbił mnie wróg ślepy, kiedy własna matka,
O moje drżąca życie, każe do ostatka
Przygody tej się imać! Uczynię to! Idę
Po zwłoki, chcę wyprosić, jeśli nie, to dzidę
I miecz mam, te rozstrzygną! Przy nas bogów zgoda.