Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom II.djvu/110

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Że raz się zaplątawszy, już z nich nie uleci!
Nie zdradzę się z tem jaszcze, lecz będzie widziała,
Jak wszystko się zakończy, ta delficka skała.
I jeśli mnie pityjscy druhowie nie zdradzą,
Pokaże matkobójca, jak źle sobie radzą
Ci ludzie, co za żonę białogłowę biorą,
Mnie właśnie przeznaczoną. Nie dobrą on porą
Wyruszył, aby Fojbos raczył zdać mu sprawę
Ze śmierci jego ojca. Na nic mu i krwawe
Pokuty, gdyby chciał się im oddać ze skruchy:
Po mojem oskarżeniu bóg zostanie głuchy
I zniszczy go do szczętu. Ujrzy on, co znaczy
Mieć wroga w mej osobie! Bóstwo nie przebaczy
Pyszałkom: ono dolę obmierzłego człeka
Przemienia na niedolę od wieka do wieka.
(Odchodzi wraz z Hermioną).

CHÓR.

Fojbosie, co wzniosłeś w Ilionie
One wspaniałe mury,
I ty, co wód lazury,
Błękitne zaprzągłszy konie,
Przebywasz w krąg,
Pędząc przez tonie,
Potężny władco mórz!
Cóż to się stało, cóż,
Żeście to dzieło swoich twórczych rąk
Tak przehaniebnie rozbili?
I żeście Troję w złej chwili
Na łup rzucili zwycięski,
Na klęski, na klęski,