Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom I.djvu/458

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ujrzeć chociażby we śnie,
Ażeby, słysząc pieśnie
Pod mą rodzinną strzechą,
Poić się wielką uciechą
Wszystkich szczęśliwych hej!
W krainie moich ojców!


∗                    ∗

Oto już widzą me oczy,
Jak tutaj ku nam kroczy
Greckich młodzieńców para,
Świeża bogini ofiara!
Cicho, me drużki, cicho!
Jakieś tu wiedzie licho
Dwóch Helleńczyków na rzeź,
W świątynne ich wiedzie bramy.
Nie kłamał więc pasterz! O weź.
Potężna pani,
Łaskawie
To, co w helleńskiej ustawie
Za taką my grozę mamy,
A co za rzecz zbożną ma lud,
Zamieszkujący ten gród,
Nawykły to składać ci w dani!

Orestesa i Pyladesa, skrępowanych, wprowadzono na scenę.
IFIGENIA.

Tak! teraz bronić będę praw bogini mojej!..
Rozwiążcie im te ręce! Przecież nie przystoi,
By ktoś już poświęcony nosił jeszcze pęta.
Podążcie do świątyni! Niech każdy pamięta,
Co każe nam obyczaj, spełnić do ostatka.
Służba odchodzi.