Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom I.djvu/452

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wzięliśmy się do pracy: szły pociski skore.
Z ust pianę mu otarłszy, osłania mu ciało
Grubością swego płaszcza, iżby ocalało,
Ów drugi cudzoziemiec — odpiera pociski,
Przysługę wyświadczając, jako druh mu bliski.
Przyszedłszy znów do siebie, wstał na równe nogi
Ów przybysz i spostrzegłszy, jaką na nich wrogi
Runęli nawałnicą i że już zagłada
Przybliża się, zajęknął. I nasza gromada
Rzucała dalej głazy z tej i tamtej strony,
Potężnie nacierając. Poczem ten niepłony
Zachęty głos słyszymy: »Jeśli ginąć mamy,
Pyladzie, to już gińmy najpiękniej bez plamy!
Wyciągnij miecz i za mną! Ujrzawszy dwa miecze
Do góry podniesione, od razu uciecze
Gromada w skalne żleby. Lecz kiedy ucieka
Część jedna, zasię druga obrzuca z daleka
Głazami tych przybyszów, a gdy tłum odparty
W tył cofnął się, to inny począł nie na żarty
Nacierać. Nie do wiary: chociaż z rąk tysiąca
Padały gromkie ciosy, żadna rzucająca
Prawica ofiar bóstwa zranić coś nie może.
W końcuśmy pokonali, nie męstwem, broń Boże!,
Lecz, w krąg ich otoczywszy, miecze im głazami
Wytrąciliśmy z dłoni. Padli między nami
Na ziemię, pomęczeni. I tej samej chwili
Do króla my naszego obu sprowadzili,
A ten, skoro ich zoczył, wraz na pokropienie
I rzeź odsyła tobie. We wielkiej ty cenie
Powinnaś mieć, dziewico, takich obcych braci:
Im więcej ty ich zgładzisz, tem lepiej zapłaci