Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom I.djvu/343

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Achajów. Nie! Zagarnąć chciałeś złoto w domu.
A teraz — tak się mówi, jak wypada komu,
Gdy znajdzie się w nieszczęściu. Wam-ci jest wygodnie
Zabijać przyjacioły, my to między zbrodnie
Liczymy — my, Grekowie. Zwalniając cię z winy,
Czyż uszedłbym zarzutu? Żadnej ja godziny
Postąpić bym tak nie mógł. Na niepiękneś dzieło
Odważył się, więc znoś też zło, co ci dojęło!

POLYMESTOR.

O rety! Niewolnica zmogła mnie nikczemnie!
Ja — muszę pokutować dla lichszej odemnie!

HEKABE.

Nie słusznie-ż, gdyś do takiej zbrodni był ochoczy?

POLYMESTOR.

O biedne moje dzieci! O biedne me oczy!

HEKABE.

Ty cierpisz!.. Ja nie cierpię, pozbawiona dziecka?

POLYMESTOR.

Urągać śmiesz mi jeszcze, zbrodniarko zdradziecka?!

HEKABE.

Nie miałażbym się cieszyć z pomsty dokonanej?

POLYMESTOR.

Nie długo to już potrwa, gdyż wód cię bałwany —  —

HEKABE.

Do granic ziem helleńskich poniosą na statku?

POLYMESTOR.

Zanurzą po twym z masztu wyżyny upadku...