Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom I.djvu/299

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Do kobiet najwybrańszych ona-ć się zalicza,
Nie więcej też niewinna jest od nas!.. W tej mierze
Zabiegam o swe prawo. A o co tak szczerze
Upraszam, byś mi spełnił w zamian i w podziękę,
Posłuchaj! Lic dotknąłeś się moich i rękę
Zgrzybiałą mą schwyciłeś. I ja chwytam twoją
I lic się twych dotykam i błagam: Ostoją
Jest dla mnie ona-ć córka, przeto mi jej z dłoni
Nie zechciej tak wyrywać! Niech nie będzie po niej!
Umarłych dość już mamy! Na mą duszę chorą
Jest lekiem, jest mym grodem, jest dla mnie podporą,
Wiodącą mnie śród drogi. A niechaj też władza
Nijakiej niesłuszności na świat nie sprowadza,
Szczęśliwy zasię człowiek niech nie myśli sobie,
Że szczęśliw będzie zawsze. I ja w onej dobie
Szczęśliwą byłam również, dziś mi jedna mała
Godzina wszystko szczęście od razu zabrała.
O drogi przyjacielu! Zaklinam tu ciebie
Na brodę twą, dopomóż! Niechże mnie nie grzebie
Twa srogość! Do achajskich skoro wrócisz ludzi,
Wytłómacz im, twe słowo rozwagę w nich zbudzi,
Że przecież niegodziwie mord popełniać wraży
Na onych tu niewiastach, które u ołtarzy
Oszczędzać umieliście. Jednemi też prawy,
O zbrodnię jeśli idzie, o postępek krwawy
Na panu czy też słudze, w tej ojczyźnie twojej
Ścigany bywa każdy. Wiem, że się ostoi
Twa rada, choćbyś nawet radził źle. Boć przecie
Inakszą mają wagę słowa na tym świecie
Te same w uściech męża, co się sławą szczyci,
A inną, gdy przemówią ludzie pospolici.