Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom I.djvu/289

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Bóg jakiś, wyrównując dawne dni szczęśliwe,
Złą dolę szle ci teraz na żywota niwę.
(Znika).

Na scenę wchodzi w towarzystwie wziętych do niewoli Trojanek
HEKABE.

O wiedźcie mnie w namiot, trojańskie dziewice,
Niedawno władczynię, dziś współniewolnicę.
Wesprzyjcie mnie całą, za rękę zgrzybiałą
Pochwyćcie i wiedźcie staruchę.
Ja zasię, oparłszy, ach! kości swe kruche
Na łokcia waszego tej kuli skrzywionej,
Wlec będę, waszemi ujęta ramiony,
Co tchu niedołężne swe kroki.
O światło Zeusowe! o mroku głęboki!
Przecz w nocne te ciemnie stawiacie przedemnie
Straszliwe widziadła, że zrywam się, zbladła
Z przestrachu i trwogi,
Na nogi?
O snów czarnoskrzydłych macierzy, o święta
Ty ziemio! Odganiam od siebie dziecięta —
Ich widma, ich mary, co w nocy mi szarej
Okrutnie się jawią! To syn mój, wysłany,
By śnieżne, trakijskie zbawiły go łany.
To Polykseny, mej córy
Obraz ponury!
O bóstwa rodzime! Wybawcie mi syna,
To domu mojego kotwica jedyna —
Śród trackich, śnieżystych on dzisiaj jest włości,
Druh go ojcowski gości!
Coś jeszcze zobaczę: