Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom I.djvu/288

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Uśmiercił nieszczęśliwca i w fali burzliwej
Zatopił, aby stać się moich skarbów panem.
Więc legam na wybrzeżach lub też po wezbranem,
Szumiącem pływam morzu, miotan na wsze strony
Falami, nieopłakan i niepogrzebiony.
A teraz swej cielesnej zbywszy się odzieży,
Okrążam oto głowę mej drogiej macierzy
Hekaby — dzień już trzeci, to znaczy od wtedy,
Gdy matka nieszczęśliwa, wyrwana ze schedy
Trojańskiej, w Chersonezu pozostaje ziemi.
I wszyscy Achajczycy, wraz z łodziami swemi,
Spokojnie sobie leżą w tej trackiej krainie.
Gdyż Achill, syn Peleja, zjawiwszy się ninie
Nad grobem swym, powstrzymał helleńskie szeregi,
Co wiosła pod ojczyste kierowały brzegi.
Mej siostry Polykseny żąda on w ofierze
I jako dank przemiły i pewnie-ć zabierze —
Druhowie nie odmówią mu tego. I ona,
Ta siostra ma skazana, jeszcze dzisiaj skona.
Źrenice naszej matki ciał zobaczą dwoje,
Nieszczęsnej ciało dziewki oraz ciało moje.
Albowiem chcąc, ja biedny, by mnie pogrzebali,
U stóp jakowejś sługi zjawię się przy fali.
U władców ja podziemnych wybłagałem sobie,
Że wpadnę w ręce matki i że legnę w grobie.
Więc spełnią mi się moje życzenia. Lecz z drogi
Staruszce mej Hekabie ja ujdę. Patrz, z trwogi
Na widok mojej mary wybiega z namiotu
Agamemnonowego... Królewskiemu złotu,
O matko, ty się kiedyś przyglądała w domu,
A teraz dzień oglądasz niewoli i sromu!