Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom I.djvu/161

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Zdarzyło, kiedym weszła w tego miasta bramy.
Żem mędrsza, więc też mądrość ma nienawiść budzi:
Dla jednych jestem szorstką, zaś dla innych ludzi
Jam taką czy owaką, tylko dla nikogo
Rozumną. Tak i ty się obawiasz, że srogo
Me serce, o Kreonie, bije przeciw tobie.
Nie lękaj się! Nic złego ja królom nie zrobię.
Bo czemżeś ty mnie skrzywdził? Zabiera mężczyzna
Twą córkę, więc go lubisz; dusza ma się przyzna,
Że mam nienawiść k’niemu — wszak to mój małżonek!
Lecz tyś postąpił mądrze, mówię bez obsłonek,
I żadnej nie uczuję ku tobie zawiści,
Jeżeli ci się wszystko jak najlepiej ziści.
Tak, żeńcie się, weselcie! Tylko mnie w tem mieście
Zostawcie! Chociaż krzywdę mnie, biednej niewieście,
Nie małą wyrządzili, umilknę, jak pono
Przystało zawsze ludziom, których zwyciężono.

KREON.

Łagodnie brzmią twe słowa, lecz powiedzieć mogę,
Że teraz jeszcze większą czuję w sercu trwogę,
Azali coś nie knujesz: teraz mniej ci wierzę,
Niż przedtem. Każdy bowiem łatwiej się ustrzeże
Kobiety popędliwej i takiegoż męża,
Niż milczków... Próżno dziś się twój umysł wytęża:
Uciekaj! Na nic podstęp, wszelkie środki na nic!
Wszak wrogiem jesteś moim! A więc precz z tych granic!

MEDEA.

O nie! Na twe kolana! Na tę pannę młodą!