Strona:PL Eurypidesa Tragedye Tom I.djvu/138

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wstyd rzucać łup podobny. Dlatego, jak rzekłem,
Ty zajmij się jej losem: W zmaganiu przewściekłem
Zyskałem ją, nie skradła jej złodziejska ręka.
A zresztą może kiedy spotka mnie twa dzięka.

ADMETOS.

Nie, iżbym nie czcił ciebie, lub miał cię za wroga,
Taiłem ci nieszczęście małżonki, lecz mnoga
Niedola z nowąby się złączyła niedolą,
Jeślibyś szedł gościny szukać za mą wolą
Gdzieindziej; dość też było, że ja sam cierpiałem
I cierpię. Zaś co do tej, proszę sercem całem.
Ażebyś ją, dostojny panie, oddał komu
Innemu z Tessalczyków, który niema w domu
Żałoby, przecież w Ferach liczysz druhów wielu.
Nie zwiększaj mych katuszy, drogi przyjacielu!
Nie mógłbym patrzeć na nią ze suchemi oczy,
Niech na mnie się, przez ciebie, większy ból nie tłoczy —
Daj spokój! Już mi dosyć męczarni wyrasta!
A zresztą, co też młoda ma robić niewiasta
W mym domu? Bo że młoda, widzę po jej stroju.
Dość mężczyzn pod mym dachem, nie zazna spokoju,
Nie oprze się młodzieńcom, bywając w ich gronie,
Nie zgasisz, Heraklesie, ognia, który płonie
W młodości wrzących żyłach. Dbam o względy twoje.
Czy chcesz, bym ją wprowadził w sypialne pokoje
Małżonki? Mam nieboszczki odstąpić jej łoże?
Nie! Nigdy! O podwójną naganę się trwożę:
I lud będzie wyrzucał, że popełniam zdradę
Na mojej zbawicielce, jeżeli się kładę
Z kim innym, jeśli druga mnie młoda zachwyca,
A czci mej też przegodna jest i nieboszczyca,