Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/50

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Nim światłem zorzy zabłysną niebiosy
Opowiem losy mego kraju – starcze!..
    Przy nich – dzisiejszej nie zadrzymiesz nocy,
Wyznam jak dziecię serca mego losy
Co w boju długim skruszyło owe tarcze!..


PIEŚN III.

    O – czyś ty słyszał głuchy grzmot, w oddali,
Co grzmiąc ze szczytów wydaje lawina
Gdy jak strącony szatan w otchłań wali
    I swe zniszczenia u dołu poczyna?..
Przed nią drżą wioski, cicha drży dolina,
Choć bryłką śniegu przez ptaka strącona
Zatrząsa ziemię – i w nicości kona –
O! tak namiętność wzrasta jedną chwilką,
Co świat pożarów nieci – iskrą tylko!...
Starcze, ty nie wiesz, co to czuć i marzyć,
Ty nie znasz, co to wyższych duchów słońce,
Boś przywykł tylko w tych tu murach starzeć,
Żyć jak to mury ciche i ziębiące…

O kraj wasz cudny! w czarodziejskie wdzięki
I waszych jezior błękitne zwierciadła
Ciche – głębokie – jak gdyby odgadła
Fala myśl stwórcy w odbiciu jutrzenki
Tych wodospadów kochałbym kryształy,
    W koronie tęczy grającej, wspaniałej,
Kochałbym sercem tę ziemię spokojną,
Gdyby to serce swej ziemi nie znało,
Co oczom moim stokroć była strojną
I nad te cuda – cudną – i wspaniałą!..
Bo się to serce pod innym obłokiem
Jak pączek w gromach wiosny rozwijało,
Na to, by tutaj strojnie tym urokiem