Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/440

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Tęskna grzmotem, co jeszcze z za gór się powtórzy,
I kona — ... mrużąc złote błyskawic powieki...
Chmury już uciekały jak pędzone trzody,
A tęcza łez modlitwa — objęła świat młody. —

A wtedy orzeł krzyknął głosy zdziczałymi:
Hej! bracia orły, gdzieżto spadliście w żałobie!
Czy powiędły wam skrzydła z loty wichrowemi?
Ha! wyście tylko śpiewać umieli o Sobie!...
Pierś mam krwawą lecz milczę — bo snów dzikie wieści
Zlały się u mnie tylko — w jeden krzyk boleści...
Co się z czasem przebudzi, zatarga trzewiami,
Lecz nim lot mój silniejszy pieści się z burzami!
Hej orły w górę! w górę! krzykiem słońce witać,
Hej do lotu oddechem w pierś promienie chwytać,
Przeto nam uorlono loty bez wędzideł,
Byśmy czuli i za tych, co nie mają skrzydeł!...

I po chmurach uderzył piór chyżemi wiosły
A słońce mu gorzało — i wichry go niosły!