Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/410

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Tam cudna Babia góra! to Bezkidów ksieni!...
Gdy czoło chmur kapturem zakwefi nad siołem![1]
W tatrach, Mnich już pioruny odgrzmiewa swem czołem.
Łamią się jasne blaski słonecznych promieni,
Pędzą chmury, błyskawic ziejące łunami,
Jak gdyby aniołowie ze swemi trąbami
Na sąd ostatni wiejąc, ciskali gromami!...
O modra Babia góro! chrobre serce twoje!
Z pod niego tryska Wisła — i zatacza zdroje
Tam! pod Kraków —
Krakowie! poświęć pieśni moje!



DOLINA RABY (w nocy).


Mrok szary opadł szczyty i otulił mgłami
Biodra sennych olbrzymów co Tatrów strażnicą,
W głośny płacz rozełkaną, z skał bieży dziewicą,
Tęskna Raba, od źródła walcząca z skałami...
Nad górami błękity... bez chmurki — bez końca!
Anioł zapala gwiazdy nad ziemi namiotem,
Księżyc w pełni z za skały wyjrzał licem złotem
Kość ziemię spaloną promieniami słońca!...
Złote strumienie z głazów spadają pianami
Zdrój za źródłem płaczący w gór zakrętach ginie,
Milczą lasy — i skały okwefione mgłami —
A wśród nich jak pomiędzy świata mogiłami
Anioł ciszy siadł dumać w anielskiej dolinie —
Nocy święta! balsamie po nocach cierpienia,
Tu fala walczy z głazem — jako prąd natchnienia!



CMĘTARZ BAŃKÓWKI (pod Szaflarami.)


Gwiazdo młodości ludów! gdzie jesteś?... czy życie
Skarlało już, że smętna nurzasz się w ciemności?
Czy narody posnęły, a snem nikczemności
Że promieni niegodne twych, już, Boże dziecię?!

  1. Kiedy szczyt Babiej góry w chmurach, górale wróżą burzę — kiedy czysty, pogodę.