Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/409

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


SONETY TATRZAŃSKIE.

(POŚWIĘCONE RODZINIE GÓRALI.)




WIDOK Z GÓRY MOGILAŃSKIEJ.


Spinam się już ku Tatrom pierwszą wzgórków falą,
Przede mną grzbiet Bezkidów, gruzy Lanckorony,
A za mną niknie Kraków we mgłach ozłocony,
Ostatniemi promieniami, co się w Wiśle palą!...
Świątynie i mogiły! sieroty przeszłości!
Żegnam was! idę, kędy głazy nad otchłanie
Pną się ku chmurom niebios, borami owiane,
A z czoła grzmią pianami po mchów zieloności!
Nikniecie mi wieżyce, we mgłach oddalenia,
Waszych dzwonów wieczorne jeszcze słyszę brzmienia,
Odbite w tęsknej duszy zasłuchanym łonie —
W tatry! żegnaj Krakowie! Za tobą drżą dłonie!
Tak orzeł z gniazda lecąc ciszę w krzyk zamienia —
Witajcie światy ssące wielkość, z chmur sklepienia!



BEZKIDY.


Wzrokiem objąłem łańcuch modry jak niebiosa —
Co wzdyma grzbiet wypukły, ni potopu fale
Zacięte w bryły lodu w dzikim burzy szale,
Nad niemi trzemieli tylko sosna ostrowłosa...