Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/38

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Ty stoisz święta wielka – i serdeczna
Góro! pierś twoja macierzyńska mleczna
Dla całej ziemi... mieszkańców koleją –
Kto w śniegach usnął – tętnem serc swych bicia
Oni tu znowu przebudzą – do życia!..
Niech ryczą burze! niechaj gromy biją
Góra Bernarda jak skała Piotrowa
W błękicie niebios śnieżne czoło chowa
Anioły wieńce z piorunów mu wiją!..
W mury klasztorne wichrów taranami
Próżno tam tłuką dzikich burz szatani
Bo tam są serca, co już przeszły burze –
I śnieżne głowy ukryte w kapturze –
Burze na próżno zniczczenia wołają
Do bram zbłąkani pielgrzymi pukają!..
Bo ich majestat sercem Jehowiczny
W burzach współczucia łzami błyskawiczny
A u stóp twoich w pośród śniegów wyją
Psy, gdy wygrzebią martwą postać czyją
Wyją choć głuszą je skał wodospady
Od trupów sępów spłaszając gromady
Aż się wysunie z Alpów – księżyc blady...
Czułego mnicha tam osłania krata
Co żyje tylko dla życia współbraci,
U stóp pies wierny, co nazwisko: brata
Wygrzebał sobie u klasztornej braci...
Tutaj jak źródła biją serca żywe
Miłością!.. ciche – spokojnie – szczęśliwe –
O! chociaż wszystkie tu miłością żywe
Może nie wszystkie, spokojne, szczęśliwe?..


PIEŚŃ I.


    Tam!.. na wschód patrząc gna za chmurą chmura,
Księżyc wichrami gnany leci prądem