Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/342

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


TREN PRZY TRUPIE DZIEWICY.

Śmierci! i ciebież lękają się, ludzie!?
Ty śnie spokojny z uśmiechem anioła?
Wśród cudów moich niemarzony cudzie
Z okiem milczenia — z alabastrem czoła?...
Ty śnie, o którym w snach mych się nie śniło!
Jam wszystko marzył — wszystko — oprócz Ciebie,
Ty co zieloną wieńczysz się mogiłą,
Myśl skajdanioną uwalniasz w jej niebie!
O! ty jesteś początkiem, który nie ma końca,
Jak światłość jutrzni chmur,
Światłość od gwiazd rzewniejsza a większa od słońca
Nad czoła skał i gór!...
Nad znikomy szczyt światów
Ty kwiecie!
Tajemniczy wśród kwiatów
Na świecie!...
O ty na czarnem śniąca wywyższeniu!
W kolebce wieków dziewico! w tej trumnie,
Jak w chmurkach śnieżnych na niebios sklepieniu,
Wśród ludzi co tu w koło płaczą tłumnie...
W śnieżnej sukience jak w chmurek osłonie
Ty śpisz — jak rano — wśród Maju — w ogrodzie...
Twe blade czoło w mirtowej koronie,
Jak marmur ruin w bluszczów świeżym chłodzie!
Warkocz rozplecion na piersi opada,
Oczy przymknięte nie chcą się otworzyć,
Bo choć Cię płacze tych istot gromada
Nikomubyś w twe miejsce, choć tak cicha — blada
Niedała się położyć!...
Oto przyklękła ostatni raz siwa
Nad trumną babka — w łzach głośnych sędziwa,
«Mnież się marzyło, o mój wielki Boże!
Przeżyć na ziemi tego ot! Aniołka!...»
Miała mi oczy przymknąć a ja włożę
Dziś do jej trumny kwiat roży i fiołka...