Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/341

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ale dzisiaj tu cisza — lipy milczą … strażą
A pszczoły brzęcząc, biorą miód i cicho gwarzą,

Jak arfa niewidoma, cicha, bez ustanku
Co anioł dziejów trzyma — w gruzach w bluszczów wianku —

Na wzgórze zamku trzody pasąc się spinają,
Pasterze na fujarkach rzewne piosnki grają

A zamczysko tak hardo w słońca ciszy stoi,
Jak orzeł, co w nie patrząc, oślepł w dumie swojej…

I takie straszne dumą w wieków poniewierce,
Jako olbrzym, któremuby tu czas — wyżarł — serce!

Tam w oddali mieściny dachy rozsypane
Mrowiskiem, i kościoła lśnią wieże blaszane,

Po ich grobów ciemnicy, od trumny, do trumny
Wiódł mnie zbrodniarz z pochodnią pomiędzy kolumny,

Tam leżą w karmazynach szkielety zbutwiałych
Panów i Pań wśród ziemi, możnych i wspaniałych —

A kajdany te więźnia z grobów zlane ciszą
Tak dzwonią — że już arfy głosów niedosłyszą,

Aż na Wawelu Kmity dumny posag stoi,
Ale u wrót a w kościół dalej iść się boi,

Pycha krępuje orłów lot wężem łańcucha,
Wszystko nicością oprócz miłości i ducha —

Wstań pielgrzymie! choć ciężko Ci wieków ciężkością
Miłość Bogiem — a Bóg jest na wieki miłością!…

1857.