Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/292

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


O łaski dumny Mitrydat u syna,
Łaski dziś żebrze – chodź tu, zbliż się do mnie,
I dłoń mi podaj. Chodź, zginiemy razem,
Przyłóż mi rękę do tej rany w piersi,
Niepatrz tak dziko chłopcze!... chłopcze dumny,
Zniosłem spojrzenie Romy, co zabija –
Lecz twe spojrzenie piorunem mnie rani –
Nie patrz tak dziko. Chodź do piersi Ojca!...

FATALION.
(Zrywając się nagle.)

Tyś czuł, że orlę rośnie ci pod bokiem
By nieprzerosło – łamałeś mu skrzydła! …
Ojca?... któregom kochał jak bożyszcze,
A co mnie zimno odepchnął od łona
Tyś na twem łonie śmierć Pontu kołysał
Że później modląc się Bogom: zgrzytałem
Z wieczora codzień zasypiając: Bogi!
O wolniejcie mnie od mego kata –
Od mej młodości wroga – Mitrydata!
Tobie dziś dzięki za życie bez sławy,
Co się powlekło w nicość marnym dymem –
Tobie pogarda ludu i rycerzy
Tobie mój ojcze! coś ... ha! matkę moją
Poświęcił dumie twojej – o! o! o! o!...

(W powietrzu słychać chór śmiejących się Bogów.)
MITRYDAT.

O! – srogi jesteś jako Bogi mściwe...
Lecz słuchaj – jedną – ha! ostatnia prośbę –
Wnoszę do Ciebie – o! tu na kolanach
U nóg twych pełzam … jak wąż – już bez jadu –
O!... patrz, otom ja bez oręża – oręż
Mój się zgruchotał na Kwirytów karkach,
A chcę się zładzić! ten pierścień przeklęty!
O! już wyssałem z niego wszystkie – jady
Ale me trzewia z niemi oswojone,