Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/266

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


U stóp się matki układł zadumany
Na wielkiej ławie z murawy usłanej,
Którą fiolkami Safo potrząsnęła –
Po nim przybiegła Myrtis modrooka,
Smętnie się jego słowu uśmiechnęła,
On w jej oblicze patrzył zakochany...
I chwilkę cisza była tak głęboka,
Że było słychać cichy szmer jaśminu,
Co się z uścisków chciał wyrywać winu,
Lecz był jak z pieszczot dziewczyna szczęśliwa,
Co woła puść mnie! lecz się niewyrywa –
I Filomeli wśród kwiatów kwilenie
I wśród ogrodu szklannych fal pluśnienie
Co po kamykach biegły, z pod wawrzynu...
A nawet głuchy szum morza z daleka
Gdy bałwan bijąc w skały,
                                               W głąb ucieka –
I rzekła matka: dla czego wśród grona
Dziś nam tak cicho, i tak niewesoło ?
Niechaj nam zagra na cytrze Safona,
I mój Leander niech podniesie czoło –
Bądźcie weseli! wasze szczebiotanie
Wolę nad Pjerei [1] półboskie śpiewanie.
Lecz Safo leni się uderzyć w strony,
W tem się Leander podniósł zamyślony –
O wzniosę czoło!... ty starcze łaskawy
I wy opatrzcie pracę co skończyłem,
Już od dzieciństwa, spojrzyj mistrzu prawy,
I ty siostrzyco!... patrzcie – za zasłoną
Tu Psyche moja patrzcie! już skończoną!
Stoi wśród sieni –
                                     I dotknął zasłony
Co spadła jak noc – a posąg natchniony
Błysnął – nad sobą – w sobie zamyślony –
Pierś marmurowa jak fala wstawała,
Zefyr włos rozwiał – główki co dumała
A ręką wieniec lilij w niebo wyrzucała –

  1. Pierejami Muzy na Lezbos zwano. –