Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/261

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ma już uderzyć – lecz nierozpoczyna
Bo oto bieży Myrtis, siostra miła
Z która się Safo sercem poślubiła,
A na jej widok – szalona, szczęśliwa
Do ust jej usta niemo przytuliła –
               Porwała cytrę i śpiewa:


MELODYA [1].


O! szczęściem Bogów ten chłopiec szczęśliwy,
Z którym ty kiedyś podzielisz pieszczoty,
Pochłonie uśmiech twój! wciągnie głos żywy
                 Jak ptasząt szczebioty!...
Ciebie z daleka gdy ujrzą me oczy,
Serce się z piersi wyrywa radośnie,
Głos kona w ustach ... wargi drżą rozkosznie,
                 O! widok uroczy!...
Oniemiał język mój, umilkły głosy,
Jasność ogarnia wzrok ślepy namiętnie
I płomień zbiega skroń co tulę chętnie
                 O twoje włosy...
Dreszczem radości drga mi całe ciało
Szałem przyjaźni! siłą przywiązania,
Że się jak lilia mrąca, skronią białą
                 Ku ziemi słania!...



I spadającą skroń na jej ramieniu
Składa, spojrzeniem tonie w jej spojrzeniu,
I jak bluszcz młody oplotła jej szyję,
Usta z dziewicy splotły się ustami,
Jakaś jej radość w sercu drży i bije –
«O! czyjeż woła, większe szczęście, czyje ?...»
I oczy gorą przeczucia iskrami –
Ta Safo, której orle, czarne oko
Smutne gdzieś we mgłach pływa za gwiazdami,
I uniesiona pieśniami wysoko

  1. Z Safony.