Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/251

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Już błyskawice rzadziej zaglądały –
Wstałem – i burzy głuchły dzikie szały –
I rzekłem, małą z płaszcza popielnicę
Dobywszy – powiedz na tę ! ot – łzawicę –
Czy wspólny z duchem Hellady ten szczątek,
Także wśród wielkich on ducha pamiątek
Wygrzeban – weź go, lecz rzeknij, czy bratnie
Tych ludów źródła – spłakać – ostatnie –
« To Etrusk! rzekła – to lampa co w grobach
« Etruskich drżała o niejednych dobach –
« Z Pelazgów źródła dwa zdroje spłynęły –
« Jeden Hellenów – a Etrusków wtóry,
« Choć jeden jasny – a drugi ponury,
« Obaj ze wschodu swój początek wzięły –
« Pokrewne ducha swego arcydzieły » –
I popiół z niej do popiołów Hellady
Rzucił jej niemy cień, tragicznie blady –
A potem ofiar straszliwych kapłanka,
Swych ideałów przeklęta kochanka,
W lampie Etruskiej światło zaświeciła,
I nią ciemności groty rozpędziła –
Za nią stał Kastor smutny i milczący
Jak drzewo tęskne wśród chłodnej jesieni,
Co marzy w wichrach o wiośnie śmiejącej,
Tak on o bracie śnił myślmi tęsknemi!...
Głosem upiorów stu, co wrzasną z trumien –
Ja arfą za nim krzyknąłem :
                                                 Rozumiem !...
I na pierś jego porzuciłem czoło –
A cisza była jak w grobie w około –
Krzyknąłem: prowadź mnie w tej groty głębie!...
I szła kapłanka dzika – z lampą białą –
Przed nią zbudzone leciały gołębie,
Jam się obejrzał – jeszcze raz – nieśmiało
Za wielką urną co stała u wchodu –
Jeszcze przypadłem do niej raz – z namiętnym
Krzykiem!... żegnając geniusza narodu,
Wstałem – i szedłem z licem obojętnem – –