Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Lecz kapłan hymn już słoneczny poczyna
Salve regina!
A grajek młody ni grudki nie rzucił,
Twarz miał jak gdyby nigdy się nie smucił,
Lecz kiedy wieko znikło, krzykł straszliwie
I jak podcięte drzewo się wywrócił
Piersią do ziemi — jak głaz co nie żywie
I już ani nie czuł ani widział świata,
Tylko gdzieś w mózgu jakieś pieśni, dzwony,
I grzmot grud słyszał ciężko odwtórzony,
At się przebudził zdrętwiały — gdzie chata
Pustelna była — sam w ranne świtanie
A nad nim tylko obraz był na ścianie —
I jakieś głuche w pamięci wspomnienia
Odgłosy dzwono w — i przepaść — milczenia!..
Że się ze słomy zerwał i co siły
Biegł do staruszka świeżuchnej mogiły,
A na niej stał już krzyżyk niski, czarny
W nim ryty napis — «i korny i karny.»



SEN.


Któż śmie ocierać ręką łzy sieroty
Jeźli sierota miała wdzięczne serce?.
Mimo przesuną szkielety — szyderce —
I rewerenda — jak śnieg białej cnoty —
I jak śnieg zimnej — zimnem nieostrożna!
O! bo łez takich osuszać nie można!
Ani tamować źródła młodej duszy —
Takie łzy promień opatrzności suszy!..
Z czasem je z źrenic w wieczornej cichości
Pochwycić możesz — ustami — w miłości —