Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/196

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Czarownic czarów smutny się chwytałem,
Potem pijany dziko z nich się śmiałem!...
Jako lew krwawy, jako tur ponury ,
Kiedy Jarosław powtórnie wygnany
Błagał mej łaski, ja mój miecz zszczerbany
Jak orzeł pisklę chwyciłem w pazury,
I poleciałem w sercu nieszczęśliwy
Gdzieś uszczęśliwiać, tam na końcu świata!...
A odtąd w szczęściu wygnanego brata
Ból mój koiłem – niemy – rozpaczliwy –
Nawet mój lirnik kiedy przyszedł ku mnie
Z mem niemowlęciem na ręku życzliwy,
Czy śpiewać zaczął – kiwnąłem już dłonią
A wtedy łzy mu z źrenic padły tłumnie,
I niemógł nucić, tylko siwą skronią
Do nóg mych przypadł i do mnie się cisnął,
I jam go objął – alem łzą niebłysnął...
Bo ból mój zakląć niedał się słowami.,
Jak gromy co się w noc burzliwą gonią!...
Rozpacz mi pu[c]har wcisnęła do dłoni
I wtedy piany długimi nocami
Szalałem w śmiechu pijąc do niej! do niej!...
Kiedy płynący przez Rusi zagony
Po wzięciu Łucka pod bramy Kijowa
Szliśmy, stanąłem do boju – ma głowa
Urosła pysznie nad gród, co obronny
Sił, swej rozpaczy dobył krwią zapiekłą,
A jam go zdobył ramieniem – szatana!
We mnie wśród bitwy chyba wrżało piekło –
Że niepoległem w boju tego rana...
Pod mur stanęły hufce, i z taborem
Wlekli się ranni – wleczono tarany –
Do szturmu! Krzyknąłem –
I koń rozkiełzany
Poleciał szału mego szałem w szale !...
I Kijów musiał – być – mój! przed wieczorem –
Gdy bito w dzwony, rozwodzono żale,
Stałem do walki z wojskiem mem bojowem,