Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/15

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Jedni na piersiach rozdarli swe szaty
Inni już piersi rozdarli — i szmaty
Serc swych ciskają a jasnemi pióry
Co raz to wyżej lecą nad tłumami,
Co jeszcze ślepe — w współce z ciemnościami.
Ty hymn ofiary nad tęsknych gromadą
Zanuć, o boska, sunąc się nad niemi
I w ciemność nocy błyśnij twarzą bladą,
By przewidzieli — dotąd zaślepieni —
Bo któż zanuci hymnem odkupienia
Jeżeli nie Ty — pieśń — pieśń przebaczenia?..





W KLASZTORNEJ BASZCIE.


Majowa nocy!.. ile masz uroku
Kiedy świat cichem otulisz ramieniem,
Jakby anioły w gwieździstym obłoku
Nakryły ziemię skrzydeł swoich cieniem,
A górze tylko u sklepień błękitu
Bladawą lampą zawisł księżyc złoty —
I cicho sunie, nad Kraków — u szczytu
Lecz się nie cofa — jak czyn cichej cnoty.
Nad Wisłą szumią lipy i topole
W koło klasztoru baszt zwierzynieckiego,
Dalej doliny — w szerokim rozdole
W mgłach otulone pół świata nocnego
W dali gdzieś ginie odgłos słowiczego
Śpiewu w wiklinach.. po rosie przez pole
W tym blasku cichym, zwierzynieckie mury
Stoją jak starzec wieków zadumany
Nad wstęgą Wisły, której nurt wezbrany
Odbił kształt jego wiekami ponury...