Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/135

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Spojrzał w twarz moją – poznał – wzrok go dobił…
A jam spiął konia i w tłumie zniknąłem –
On się nazajutrz stał Chrześcianinem –
Jam o pokorę błagał Boga – czynem!...
O!... i straszliwe piekła miałem dreszcze
Kiedy mnie pycha chciała brać w swe kleszcze
Od namiętności żmiji ta piekielniejsza!...
O! ta mi zawsze była najstraszniejsza –
Bo liząć moje stopy obwijała –
A potem serce w dłoń żelazną brała!...
Jak wąż co orłu śpiącemu obwinie
Skrzydło!... że już w błękity niepopłynie!...

I na Wschód jęły płynąć nasze szyki
Z Włoch, Francyi, Niemiec, jak wezbranym zdrojem
Przy mnie młodości mej druh, z wojskiem mojem
Walter mój drogi ... świętość ma!... on dziki
Orzeł którego Walterem «bez mienia»
Zwano –
Łąki i trzody swe rzucił –
I poszedł rycerz pełen żądz natchnienia –
Poszedł!... o! poszedł by więcej niewrócił!...
Nad Dunaju brzeg, a dalej przez ziemie
Bułgarów przerznąć z wojskiem się musiałem,
Dzikich tam zwierząt spotykałem plemię –
I dla mych ludzi – chleba już niemiałem!...
O! w takiej chwili wodza głód wnętrzności
Głodem całego wojska pali, nęka,
I tylko wyższa sił dodaje ręka
Przez piekła wiodąc jak gwiazda przyszłości!...
Jako zdrój wojsko nasze iść musiało
A kędy przeszło brzegi wydzierało,
Hordy Bułgarskie napaścią zuchwałą
Broniły przejścia przez ojczyznę swoją,
O! i zginęło tam naszych niemiało
Choć kutą byliśmy ten przechód szalony
Zdał mi się strasznym przez piekło przechodem,