Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/131

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Nie karczmą dla włóczęgów z końca świata!...
Wtedym zapytał się w Chrystusie brata
Kto przed nim mieszkał w zamku?...
Odrzekł dumnie:
Ojciec co śpi już w marmurowej trumnie –
A przed nim?
Dziad! i pradziad! w jasnej chwale
Odrzekł ni rycerz dumnie i zuchwałe
A kto po tobie będzie?
Syn mój śmiały
Odrzekł – gdy zechce Bóg przedwiecznej chwały…
«A więc jest karczmą Panie! twe zamczysko
Rzekłem –
A on się porwał – …
I zadumał – –
«I rzuć je – a weź miecz – bo dzień już blizko
Gdy ziemie świętą zdobędzie lud Boga –
Na murach nasze powieją sztandary,
Półksiężyc strącim w otchłań gromem wiary…»
Wtedy się zemną uściskiem pokumał,
Z zapałem rzucił ustroń swego proga
l powiódł zbrojne hufce za hufcami –
Tak porywałem ramy za massami
We włosiennicy z powrozem na szyi
Ducha'm wzniósł przeciw Muzułmańskiej żmiji,
Starce, młodzieńcy, kupcy, pacholęta
Leciały myślą porwane co święta
Jak gwiazdu oczom mym świeciła z góry
Kiedym porywał te rycerstwa chmury…
Nie ja Bóg świadkiem! nie ja – lecz ten! który
Ducha Człowieka wolnym utworzył naturze
Co mu z wiarę zapału – i potęgą woli
Dal część własnej wszechmocy nieśmiertelnej doli,
Dokąd jej wart. – On gromi i gromy – i burze!...
I tak na błoniach Clermont w szat radości,
Zebrane hufce jak piekło zapału
W wulkan zagrzmiały Naprzód!... w lwiej dzielności,
I poszły jak uragan – z męztwem szału