Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/129

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Kto miał pielgrzymi strój, każdego witał
Jako pielgrzymów, i życzliwie pytał
Kędy był który, i gdzie dom zostawił?...
W tej chwili płomień zagorzał w mym duchu
I rzekłem głośno: w Bogu Ojcze Święty,
Głowo kościoła, niechaj twemu uchu
Będzie wiadomy dzień smutny, wyklęty;
Z Jerozolimy wracam ja w żałobie
Niosąc błagalne wieści Ojcze Tobie –
Od Symeona oto list pokorny
I od Chrześcijaństwa żal, wielki żal Panie;
Muzułman broczy w ludu twego ranie
On zdradny tygrys, co niby pozorny
Przyjaciel, wpuszcza w bramy wędrowników
A potem zmienia, obdziera, katuje,
Ojcze! jeżeli dziś zastępy szyków
Pójść niezdołają … o! ze zgrozą czuję
Że dalej w bramach gdzie Jerozolima
Już niepostoi tam stopa pielgrzyma!...
Ludu! zawołał na głos ojciec Święty,
Ludu mój! oto masz przed sobą brata,
Masz tu pielgrzyma co z pod ręki kata
Wyszedł zbolały, znieważon i klęty –
Ale nie własna boli go zniewaga –
On za zniewagę grobów Świętych błaga!...
Znieważon za to u grobu Świętego
Że się tam modlił za nas –
Patrz na niego!
I wielka cisza dokoła się stała,
Ludność jak głuche morze zaszmerała,
A jak ryk burzy – natchnień grom ze chmury
Na Jeruzalem!
Na mury! Na mury!...
Na mury! Papież w natchnieniu zawołał
I błogosławił i krzyże rozdawał
Jak pszczoła garnął się lud – starzec zdołał
Ledwie przemówić…
A jam się napawał