Strona:PL Ernest Buława - Poezye studenta tom III.djvu/104

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


To Gabryela głowa … i miecz błyska
Jak tęcza, która gromy śmierci ciska –
Tłum go zasłonił – rosną dzikie wrzaski,
Z dwóch kończyn miasta buchały dwa pożary
I jak dwa wojska płomienie powstają –
A minarety wśród nich jak sztandary
Ogniste sterczą, pękając i w trzaski
Dzikie się waląc … a ognie zbliżają
Się wichrem gnane z obu stron ku sobie
Dymią iskrami
Łóną niebo zalewają!...
Wrzask!
Blask
Oręży piorunami
Jak Bogi zmartwychwstałe młodzieńcy błyskają!...
Kolumny ogni coraz siebie bliżej
Coraz się piętrzą – rosną coraz wyżej
I liżą gmachy – niebo się rumieni –
Wreszcie się zlały już – w morze płomieni –
I taka łóna błysła wśród przestrzeni
Nocy – że morze zdało się płomieniem,
Furya pożaru warkocze rozplotła –
Na kłęby dymu, i gmachy przygniotła –
A wicher niesie szarańczą iskrzyska
Jak w dzień Eumenid dzikich weseliska,
Jakby godzina świata była blizka!...
Seïd osłupał … zadrżał … niewolnicy
Giń!... zakrzyczeli! Giń za krew dziewicy
Giń za krew naszą coś toczył psie wściekły!
I na tyrana rzucili się razem
Mściwe ich dłonie w miasto go powlekły –
Nie mamy nożów – lecz zaduśmy zdrajcę!
I oddech piersi przyparli jak głazem
Kolan brzemieniem … tłocząc winowajcę!
A krwawe serce co strachem zadrżało
Już – bić przestało! –
I głowę jego, dłoń co zemstą, pała,