Strona:PL Eljasz-Radzikowski-Illustrowany przewodnik do Tatr, Pienin i Szczawnic.djvu/242

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


tędy, bo zamiast roskoszy użyje strachu, gdziekolwiek czółno, jak na górskiej rzece, nagle chyżej się potoczy, to znów podskoczy, to się z falą spotka lub, zda się, że się o skałę rozbije. W miejscach spokojniejszych bywa zwyczaj strzelania dla odgłosu, ale nadewszystko śpiew do Pienin najpyszniej się stosuje. Wtedy czuje człowiek potęgę poezyi, bo nic na świecie tak umysłu nie upoi, jak wśród prawdziwie pięknej, fantastycznej przyrody w miłem towarzystwie śpiew harmonijny, a w okół nie ma nic coby ten urok mąciło.
Na tej cudownej przejazdce nikogo się nie spotyka, chyba czasem przypadkowo przewoźników holujących czółna, t. j. po zapłynieniu do Szczawnic ciągną je sznurami w górę po wodzie, sami idąc brzegami, raz po jednym, drugi raz po drugim brzegu Dunajca, miejscami zmuszeni wchodzić w wodę lub w czółna, gdzie skała, której się obejść nie da. — Ciężka to praca i za to głównie się płaci, a nie za przewóz po Dunajcu na dół, co dla przewoźników jet zabawką.
Częściej jednak zawożą te czółna końmi na wozach przez Krościenko i Czorsztyn, ale dla górzystej drogi i ciężkości czółen wyżłobionych z jednego pnia, łączy się to z wielkiém utrudzeniem koni.