Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Wspomnienia.djvu/17

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Wstyd! młody, a niedołęga! — Pochwycił kilkopudowe brzemię i w mgnieniu oka obarczył niem swe plecy. Niemłody, nie był tak silny, jakim się chciał okazać, bo mimowolne stęknięcie wydobyło się z jego piersi, krwisty rumieniec trysnął na czoło, górna część ciała przygięła się prawie do ziemi. Nic to, zgarbiony strasznie, biegł, nie szedł ze swym ciężarem, zdyszaną piersią wołając gromko.
— Za mną, chłopcy! Żwawo! Galopem!
Na dziedziniec wpadł chłopak rozczochrany, spłakany, krzyczący.
— Ratujcie ludzie! tu tylu jest ludzi! Pali się u Mikołajowej, wszystko spali się... Stara z dziewczyną nic nie udźwignie...
Czerniawski stanął jak wryty i ręce załamał.
— Oj, biednaż kobieta, biedna!
Biedną była istotnie ta wzywająca ratunku Mikołajowa: wdowa po kucharzu, restauratorka na małą skalę; całe jej bogactwo: