Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Przygody Jasia.djvu/41

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


garncarzowa postawiła osobny, krupnikiem napełniony talerz, wszyscy inni czerpali z jednej miski, na środku stołu umieszczonej.
Jaś pierwszy raz w życiu widział, aby kilka na raz osób z jednego naczynia jadło i bardzo się tem zadziwił; nie miał jednak czasu zapytać: dla czego tak było? bo stara babka mówić zaczęła:
— Paniczyk zdziwił się bardzo, zobaczywszy tu u nas starego dziada, Mikołaja. Otóż paniczowi powiedzieć muszę, że ja i Mikołaj jesteśmy z sobą dawni znajomi. Sługiwaliśmy za młodu po jednych domach: ja za pokojową, albo praczkę, on za stangreta...
Ostatni wyraz zaciekawił bardzo Jasia. Lubił nadzwyczajnie konie, a stangreci mają z końmi do czynienia. Niosąc do ust łyżkę z krupnikiem, po raz pierwszy odważył się popatrzeć na dziada.
Dziad spostrzegł to zaciekawienie Jasia.
— Stangretem byłem, paniczu — rzekł — a jakże? I jakim jeszcze! Dzieckiem wzięli mię ze wsi za chłopca do stajni, a potem, kiedym wyrósł jak dąb i wąs miałem czarny, długi taki, że aż na piersi spadał, nieboszczyk pan marszałek powiedział, że tęgi będzie ze mnie stangret...
Jaś znowu popatrzył na dziada i nie mógł powstrzymać się od śmie-