Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Melancholicy 02.djvu/313

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


tylko za pomocą wielkich talentów ludzie torują sobie drogę na świecie? On ze swoim niewielkim utorowałby ją sobie także, gdyby według słów Wiktora umiał dobrze robić łokciami i od pierwszego wstępu na szerszą widownię życia nałożył na siebie cenę wysoką. Ale miał zawsze skłonność do wątpienia o wartości swojej i wszystkiego, co w nim było; nie obrachowywał, nie spekulował...
Tu obejrzał się, usłyszawszy za sobą szybkie kroki. Był to Pawełek, który doganiał go już od kilku minut, a teraz stał przed nim bardzo zmieszany, ale z wyrazem silnego postanowienia na twarzy pobladłej i mizernej.
— Bardzo przepraszam — zaczął — że zatrzymuję pana tak na drodze, ale nie mogę już dłużej wytrzymać i niech mi pan pozwoli kilka minut pomówić z sobą.
— Ale i owszem — odparł Zenon — tylko dlaczego ty tak wyglądasz, jakbyś dziś powstał z obłożnej choroby?
Na widok cierpienia, wyrytego na twarzy wychowańca, zapomniał o swoich ciemnych myślach i ciężkich uczuciach; Pawełek też popędliwie przerwał:
— Bo, proszę pana, trzy dni już męczę się tak, że ani jeść, ani spać nie mogę i cza-