Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Melancholicy 02.djvu/275

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


godzin jeszcze tego pisania. Gdy tylko skończę, zbiegnę tam do was na dół...
Po kilku minutach Filipek szedł na górę z tacą obciążoną wszelkiemi przysmakami, jakie tylko towarzyszyć mogą na wsi herbacie rannej, a za nim, aż do drzwi pokoju szwagra, biegła Sabina, strzegąc, aby czegokolwiek po drodze nie uronił, albo nie stłukł. Zenon, chodził około stodoły i obory; rozmawiał z gumiennym i parobkami, kiedy zbliżył się do niego Pawełek i zaczął mówić o jakimś szczególe gospodarskim. Szło o parę koni fornalskich, z których jeden okaleczał, więc nie będzie można przez czas jakiś wysyłać go w pole z pługiem, a tu orka pod zasiew wiosenny jeszcze daleka jest do końca. Kłopot. Co tu robić! Jak opóźnieniu się orki zapobiedz? Czy posłać po weterynarza, aby obejrzał chorego konia? Ozy to jego okaleczenie jest lub nie jest winą parobka, który zazwyczaj tą parą pracował?
Zgryziony niepowodzeniem gospodarskiem, a więcej jeszcze rozdrażniony czemś tajemnem i dla niego samego niezupełnie jasnem, Zenon odpowiadał zrazu Pawełkowi trochę szorstko i niecierpliwie. Potem jednak zauważył, że chłopak był mizerny, smutny, wzroku jego unikał, i żal mu się go zrobiło. Złagodniał, zaczął mówić tonem poufałym