Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Melancholicy 02.djvu/232

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Zapolanki. Zachciało mi się zobaczyć was i wasze dzieci. Wszakże to już lat ośmnaście jakeśmy się nie widzieli! Dwa dni zabawię u was. Ukłony niziuteńkie szanownej bratowej. Twój przywiązany brat, Wiktor«.
Hornicz był tak wzruszony, że musiał całą minutę kombinować, nim skombinował, kiedy to będzie ten wtorek i ten ósmy września.
— To już jutro! — zawołał, ale przeniósłszy wzrok z papieru na żonę, trochę zmarkotniał.
— Co ci jest? Czegóż znowu tak się przelękłaś? — zapytał z trochą niecierpliwości w głosie.
Sabina, z oczyma ogromnie wylękłemi i czołem zmarszczonem prawie boleśnie, zaczęła mówić głosem cieniutkim:
— Boże, mój Boże! co to będzie? tak cieszę się, że Wiktor przyjedzie, nadzwyczaj cieszę, bo przecież to twój brat, i wiem, że kochaliście się bardzo!.. Ale to taki światowy człowiek, taki wielki pan... gdzie my go umieścimy? Jak przyjmiemy? Ta Maryanna jest dobrą kucharką, ale często weźmie i coś zepsuje...
Spojrzenie jej niespokojne, jakby błędne padło na okna.
— Firanki brudne! — jęknęła, splatając