Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Melancholicy 02.djvu/212

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


rem fantastycznym, że odebrała jej zdolność do oporu najlżejszego. Osa i kurczątko!
Kurczątko, bardzo stroskane, niemal już piskliwie prawiło mu u boku:
— Taka jest dziwna... czasem idzie spać w najlepszym humorze, serdeczna, grzeczna, miła, a nazajutrz wstaje taka, jak dziś... Za każdym razem łamię sobie głowę nad przyczyną tej zmiany i nie mogę wynaleść żadnej.
On, patrząc teraz na grupę drzew inną i zabarwioną inaczej, rzekł z uśmiechem:
— Moja droga, zmienność wszystkiego jest prawem powszechnem. Nic nie trwa. Wszystko przelewa się w formy coraz inne, przepływa jak obłoki. Uczucia człowieka podlegają temu samemu prawu. Kiełkują, rosną, rozkwitają, więdną, i zostaje po nich łodyga pusta, czasem z owocem obrosłym kolcami.
Wszystko to powiedziawszy, pomyślał:
— No, i po co ja to wszystko nagadałem?
Ona słuchała cierpliwie, ale parę razy odbiegła myślą od słów męża, bo naprzód zobaczyła dziewkę idącą z koszykiem do ogrodu warzywnego i pomyślała: »byleby rwąc sałatę, nie zdeptała pietruszki«, a potem widząc indyczkę prowadzącą indyczęta do gęstego klombu, zauważyła w duchu: »gdzieś blisko dostrzegła jastrzębia!« Gdy Hornicz