Strona:PL Eliza Orzeszkowa - Melancholicy 02.djvu/208

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Spojrzał na chłopaka niezupełnie dorosłego, który posługiwał do stołu, a którego twarz wyglądała jak misterny tatuaż z sadzy i kurzu.
— Mój Filipku — rzekł — wyglądasz znowu, jak kominiarz. Od tak dawna uczę cię czystości, i jeszcze się jej nie nauczyłeś.
Powiedział to dość łagodnie, a potem myślał:
— Od sześciu lat życia chowa się we dworze, nauczył się czytać i pisać, a codziennego umycia rąk i twarzy żadna siła ludzka nauczyć go nie może. Rzecz drobna, lecz sprawia obrzydzenie. Życie składa się z obrzydzeń wielkich i drobnych.
Rozalia milczała jak grób, półmisek z naleśnikami odsunęła ze wstrętem w tej właśnie chwili, gdy Hornicz napominał lokajczyka za brudną twarz i ręce. Sabina zaś, trwając ciągle w usiłowaniu rozpogadzania atmosfery, zwróciła się do męża:
— Ciekawa rzecz, co tam teraz porabia nasz Wincuś?
Był to ich syn szesnastoletni, który przed tygodniem odjechał z wakacyj do szkół.
— Jeszcze pewno w gimnazyum siedzi, bo jest dopiero druga godzina, a ich wypuszczają o trzeciej — prędko zagadała Anielka.
Wspomnienie o synu pogłębiło zmarszczki