Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pompalińscy.djvu/305

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


ROZDZIAŁ VI.

W Odrzenicach nie widać było najmniejszych przygotowań, najlżejszego choćby krzątania się, które poprzedza zazwyczaj w domach wiejskich wszelkie liczniejsze zgromadzenie gości. Było to tem dziwniejsze, że w domu pani jenerałowej służba była bardzo nieliczna i pod względem płci męzkiej ograniczała się na starym kucharzu i również starym, bieluteńkim jak gołąbek lokaju, Ambrożym. Ów Ambroży rozmawiał z panią swą o przyjęciu oczekiwanych gości, nie więcej jak dwie minuty, szepnął z kolei coś bardzo lakonicznego staremu kucharzowi, poczem już ranek cały przepędził zupełnie jak przepędzał wszystkie inne ranki, z tą jedynie różnicą, że w wielkim bawialnym salonie, jak też i większej jeszcze sali jadalnej, wcale już dnia tego w piecach nie palił. Było to skutkiem wyraźnego roz-