Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pompalińscy.djvu/304

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


go w czoło i popatrzył mu chwilę w oczy z miękkim jakimś wyrazem litości i sympatyi.
— Mój Cezarku! rzekł poważniej niż zwykł był mówić, powiedziałbym ci wiele, bardzo wiele o tobie samym i o tym świecie, którego tak nie lubisz... gdybym mógł. Ale nie mogę... już i tak hr. Mścisław napomknął mi raz, że cię buntuję przeciw familii, a to widzisz kochanku, z mojej strony, pachnie trochę zdradą... kiedykolwiek może sam oczy otworzysz, albo i ja ci w tem dopomogę, gdy przyjdzie stosowniejsza chwila... a teraz... — Teraz, dodał weselej, trzeba się nam na jutro do Odrzenic wybierać... Jesteś tak młodym że odmowna odpowiedź na zaproszenie kobiety wiekowej, byłaby z twej strony naprawdę nieprzyzwoitością wielką...
Rozmowa pomiędzy dwuma kuzynami, o pojechaniu lub nie pojechaniu do Odrzenic, wahała się jeszcze dość długo pomiędzy tak i nie, aż nakoniec za sprawą głównie Pawełka, tak przeważyło stanowczo.