Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pamiętnik Wacławy vol III.djvu/276

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nasze ukazało się nam od razu w jak najprzyjemniejszéj postaci.
W istocie, gdy zdjąwszy futro i ogrzawszy nieco zziębnięte ręce przy ogniu wesoło płonącym na kominku, wzięłam się z pomocą Emilki do urządzania herbaty, a opowiadając przytém piastunce mojéj różne przygody naszéj podróży, rozejrzałam się wkoło siebie; mile mnie uderzyła czystość ścian, ciemném a gustowném pokrytych obiciem, śnieżna białość firanek, na czerwono pomalowana i bez pomocy wosku lśniąca od czystości posadżka, sprzęty niekosztowne, lecz zgrabne i przyjemnie uderzające oko błękitną barwą wełnianéj materyi, jaką były pokryte, cisza nakoniec, jaka panowała w mieszkaniu, i białe światło lamp, które wesoło łączyło się z czerwonawym blaskiem trzaskającego na kominku płomienia. Nawet twarz prostéj sługi, którą Binia przyjęła dla nas, wydała mi się poczciwą i otwartą.
Oddawszy imbryk stojącéj obok mnie i uśmiechającéj się także z zadowolenia Emilce, rzuciłam się Bini na szyję i czułemi wyrazami dziękowałam jéj, że tak mile, wygodnie i porządnie urządziła wszystko dla nas.
— Będzie nam tu bardzo dobrze — mówiłam, wracając do mojéj czynności — daleko lepiéj, niż w wielkim, bogatym domu, o którym wiedziałyśmy, że go lada chwila opuścim i którego bogactwo nie należało do nas. Tu przynajmniéj wszystko jest nasze,