Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Pamiętnik Wacławy vol III.djvu/145

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


jenia. W każdym z nich niemal ojciec mój zaklinał przeze mnie moję matkę, aby przyjęła od niego jakiekolwiek przynajmniéj pieniężne zasoby, któreby jéj byt ułatwiły. Jedno z tych pism pokazałam mojéj matce; przeczytawszy je, zarumieniła się silnie, powiedziała mi, że zgadza się na mój pobyt przy niéj, pod tym jednym warunkiem, abym nie czyniła jéj nadal podobnych przedstawień i, abym jéj przyrzekła, że potajemnie nie przyjmę nic od mego ojca, w najostatniejszym choćby razie.
Mówiąc to, była prawie rozgniewaną, co się jéj niezmiernie rzadko przytrafiało, a ja pojęłam, że wola jéj, słaba w innych razach, pod tym względem była niezłomną. Rozgniewanie wszakże bardzo prędko ustąpiło rozżaleniu, i po chwili łagodnie już rzekła, iż spodziewała się, że nie życzę sobie tego, aby ojciec mój wziął ją za chciwą i pozbawioną osobistéj godności kobietę. Zresztą — dodała z nagle rozpogodzoném czołem — położenie moje nie jest tak zrozpaczone, jak mi się z razu wydało, i jestem teraz pewną, że odzyskam znaczną część mego majątku, a wtedy...
Nie dokończyła, i tylko uścisnęła mnie z gorączkową czułością. Co do mnie, odgadywałam dobrze, jaką była dalsza myśl jéj, ale, niestety, daleko mniéj miałam od niéj nadziei; bo zdawało mi się, że potwierdzenia ich nie znajdowałam w fizyognomii pra-