Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Ostatnie nowele.djvu/158

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Skąd jesteś rodem? Wszakże od paru tygodni zaledwie Lejbowa na służbę cię wzięła. Skąd tu przybyłaś?
Nic; tylko w wielkich, czarnych, zapadłych nieco oczach zdziwienie coraz rosnące i pod którego wpływem wargi rozchylają się nad rzędem drobnych, białych zębów.
— Może ze Skidla?
Głową zrobiła bardzo powolny ruch przeczący.
Więc rozumiała.
— Może z Łunny?
Powoli na znak twierdzenia skinęła głową.
— Czy sierotą jesteś?
— H-a-a-a?
Nie zrozumiała.
— Matka twoja czy żyje?
Na wielką, zdziwioną źrenicę, nakształt żałobnych zasłon opuściły się długie, faliste rzęsy i całkiem ją zakryły.
— A ojciec?
Nic, tylko dłuższy i głębszy cień rzęsów na żółtych policzkach i szczególny ruch rąk śniadych, które u piersi po pasmie włosów pochwyciły, jakby mocno zatargać niemi chciały.
— Masz zapewne rodzeństwo?
— H-a-a-a?
Nie zrozumiała.
— Czy masz siostry i braci?
Uczyniłam przytem ręką ruch taki, jakbym ukazywała różne dziecinne wzrosty i bardzo zdziwiłam się na