Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Ostatnie nowele.djvu/095

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i służy za narzędzie do zmiatania ze wstęgi życia szarej pylinki nudy, lub do zgniatania na dnie piersi czerwonej kropli tęsknoty. Jeżeli nie wybiera się w podróż, nie wychodzi na przechadzkę, nie bierze do ręki najnowszej książki, nie przyzywa ku sobie najprzyjemniej rozmawiających ludzi, to zasiada przed fortepianem i gra. Gra umiejętnie, pojętnie, z oddaniem, czasem nawet z zapałem i, po godzinie lub dwóch godzinach grania, odchodzi od fortepianu zabawiona, uspokojona, bez szarego pyłu na wstędze dnia, bez piekącej kropelki w piersi. Dziś właśnie zdarzył się jej taki dzień rzadki. Usłyszała szelest martwych godzin, uczuła drżenie kropelki... Grała długo, potem na przechadzkę wyszła i znowu dobrze...
Tak; ci tylko na skąpstwo świata narzekać mogą, których ręce niedołężne lub obłąkane skarbca jego otwierać nie umieją. Ona do umiejętności tej była zdolna, wyćwiczyła się w niej zapomocą rozsądku i silnej woli, więc też należy do posiadaczy, do nasyconych, do zwycięzców.
Oddawna już należy do tych, którzy nigdy nie płaczą.


∗             ∗

W takich myślach, w takiem niejako zdawaniu przed samą sobą rachunku i sprawozdania pogrążona, długo nie spostrzegała dokoła siebie ani rzeczy, ani ludzi, aż nagle do słuchu jej przedarły się dźwięki głośne, metaliczne. Było to coś, jakby zaszczebiotanie ptaka, czy zadzwonienie kryształu lub srebra, czy gama, wzięta