Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Ostatnie nowele.djvu/069

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


cone. Z gromadki tej na spotkanie nasze wybiegła ładna Nastusia i z przerażeniem w szafirowych oczach, głośnym szeptem mówić zaczęła:
Ot, hałosić! słyszycie jak hałosić! jak żyję nie słyszałam, żeby kto tak hałosił! Lucja siedzi tam przy niej, a tylko co wyszła i mówiła, że głową o ścianę bije... Ja tam blisko nie podchodzę i wy nie podchodźcie... bo wielmi straszno..., oj, moje mileńkie, jak straszno!
Szłyśmy jednak, i w jednej gromadce kobiet usłyszałyśmy Mikułową, która powoli, poważnie mówiła:
— Wszystko umiała, wszystko umiała, a ot, duszy w ciele zatrzymać nie potrafiła...
Inny głos, piskliwy i ślamazarny, prawił:
— Dobrze jej tak! Mało ona ludzi naobdzierała i nagubiła! U mnie samej, moje wy mileńkie, dziecko przeszłego roku przyjmowała, to nietylko, że kaszy ze swoich zgotować krup nie chciała, bo mówi: ja biedna jestem, nie mam za co, gotujcie sami! ale jak przyczepiła się: a jeszcze czterdziestkę dajcie! a jeszcze dwudziestkę! a ściankę płótna! a kawałeczek słoniny! a garsteczkę lnu! Kab ty skisła, daj Boże! Czysta ta pijawka, ssała i ssała...
W ogródku, na sterczących z zagonu badylach kładł się na wznak dwunastoletni chłopak, bosy, w koszuli i płóciennych majtkach i ze złożonemi na piersi rękoma pokazywał umierającego, czy umarłego Słabosza, a niewiele młodsza dziewczynka, trzęsąc gtową, rozmachując rękami, wniebogłosy krzycząc, udawała, że nad nim hałosi. Inne dzieci, śpiewając, szły pogrze-