Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Jędza.djvu/108

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


u piersi i oczyma wpatrzonemi w przestrzeń, zwolna pochylała się to w tył, to naprzód, jakby ją wywoływane wspomnienia kołysały. Po chwili zaś znieruchomiała, oczyma chmurnemi, lecz w których teraz dumne jakieś światełka błyskały, po obecnych powiodła, i dodała:
— Dzieci też po nim i po mnie poszły; pewno o żadnem z nich nikt nie powie, że cokolwiek niepoczciwego popełniło!
Aleksander nagle twarz nisko nad talerzem pochylił, Stanisław ręce z nożem i widelcem w powietrzu zawiesił i usta nieco otworzył, Jadwiga niespokojnie poruszyła się na krześle. Wtem nagle, we drzwiach przepierzenia cieniutki głos Ambrożowej zadzwonił.
— I w kantyczkach napisano:

„Zstąpił Pan chwały wielkiej,
Uniżył się wysoki,
Pałacu kosztownego żadnego
Nie miał zbudowanego
Pan wszego stworzenia!“

— Widzi pani Ambrożowa! — zaśmiał się Aleksander; — a pani Ignasiowi od stołu wstawać kazała, dlatego, że on pałacu kosztownego żadnego nie ma zbudowanego!
Ona zaś jeszcze cieńszym, jak włosek już cieniutkim głosikiem, zawołała:
— I jeszcze cościś, co się tego tycze, jest w kantyczkach.

„Czem’ż w żłobeczku, nie w łóżeczku
Na sianku położony?
Czemu’ż bydlęty, nie z panięty
W stajni jesteś złożony?“