Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Jędza.djvu/089

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Czyś przez roztargnienie nie wzięła więcej, niż się należało? czy nie zapomniałaś jakiego kawałka materyi oddać właścicielce“ — zapytywała nieustannie. Sama, kiedy trzy grosze komu winna, spokoju nie ma, dopóki nie odda. Często też, w lepszych chwilach, które zresztą trafiają się coraz rzadziej, uczciwość zmarłego męża wspomina. „W pocie czoła pracował, mawia, biednym człowiekiem był, ale jak łza czystym, najmniejszej krzywdy ludzkiej na sumieniu nie mającym“. Niedawno jeszcze, wyrazy te, przed szewcową, która czasem na gawędkę do niej przychodzi, powtórzywszy, dodała: — „Dzieci też po nim i po mnie poszły. Pewno o żadnem z nich nikt nie powie, że cokolwiek niepoczciwego popełniło“.
Ze smutnemi uśmiechami Jadwiga i Aleksander spojrzeli na siebie i, głowami wstrząsając, jednomyślnie szepnęli:
— Niechajże w tem złudzeniu jaknajdłużej sobie pozostaje...
Wkrótce jednak rozweselili się znowu. Jadwiga spostrzegła, że spojrzenia niektórych przechodniów z zajęciem zatrzymywały się na jej towarzyszu, a potem ciekawie spływały i na nią. Ten wysoki, przystojny człowiek w zgrabnym kożuszku i wysokich butach, z energią i męskim wdziękiem w ruchach i rysach twarzy, zwracał na siebie uwagę ludzi, którzy na wąskim chodniku spotykali się z nim zbliska. Spostrzeżenie to taki wpływ na nią wywarło, że podniosła twarz oblaną wyrazem tryumfu, i wśród tłumu krzyżującego się na chodniku, pilnie znajomych twarzy upatrywać zaczęła.
Jakoż w tej samej prawie chwili wysunęła się z za niej, w tym samym co ona kierunku idąca, gro-