Strona:PL Eliza Orzeszkowa-Jędza.djvu/079

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A Stanisław, rozmarzony, zcicha nucić zaczął:

„Anioł pasterzom mówił...“


Aleksander zawtórował głośniej.
Przy trzecim wierszu, z silnemi barytonowemi ich głosami zmieszał się cienki, ale czysty głos Jadwigi.

„Zstąpił Pan chwały wielkiej,
Uniżył się wysoki;
Pałacu kosztownego żadnego
Nie miał zbudowanego.
Pan wszego stworzenia...“


Pieśń coraz głośniej, coraz raźniej przez trzy głosy wyśpiewywana, przepełniła ściany pokoju i przez okna wydobyła się na duży, cichy dziedziniec, gdzie pomiędzy ziemią usłaną śniegiem, a niebem gwiazdami usianem, połączyła się z wychodzącemi z za innych okien takiemiż samemi dźwiękami. U ślusarza Michała, u szewca Jerzego i w innem jeszcze miejscu i w innem, tę samą pieśń śpiewano, i tę samą, jakby dla wtóru, grała na fortepianie panna Karolina. Wkrótce z tym śpiewnym, przytłumionym szmerem połączył się poważny i w mroźnem powietrzu donośnie rozlegający się dźwięk dzwonów kościelnych.
— Na Pasterkę dzwonią — zauważył Aleksander, i ku zdziwieniu spostrzegł, że Jadwiga, patrząc w okno, parsknęła śmiechem.
Tuż za oknem widać było futrzany kołnierz, z którego wyrastała wielka twarz, wysokiem garniro-