Przejdź do zawartości

Strona:PL Eliza Orzeszkowa-I pieśń niech zapłacze.djvu/080

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

 — Różowa sukienka...
 — I różowa sukienka, z czemś takiem ładnem, białem u szyi...
 Śmieli się obaj i śmiech Czesława był tym razem szczery, wesoły.
 — Chciałbym natomiast zobaczyć, gdzie i jak...
 — Gdzie, nic łatwiejszego, ale jak, prawie niepodobna. Janka do pracowni swej nie pozwala z absolutnością niezłomną wchodzić nikomu, oprócz Krysi, którą na czas nieobecności swej uczy różnych sposobów ratowania bliźnich w wypadkach elementarnych, albo nagłych. Dla innych bywa zazwyczaj nieubłaganą.
 — Pójdźmy tam jednak, spróbujmy. Może w drodze łaski...

 Kilka minut wystarczyło im do znalezienia się na gospodarskiem obejściu domowem, pełnem drzew, u wejścia do oficyny niedużej, przed którą stało kilka wozów i bryczek, gdy kilka innych już