Strona:PL Dzieła poetyckie T. 5 (Jan Kasprowicz).djvu/178

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Zawstydził się Yama,
ale i rozradował,
iże go zmogła niewiasta.
Uwolnił duszę Satyawana
i wiódł ich gęstwiną,
która za każdym ich krokiem
w rozkoszny zmieniała się Raj...

W tym samym czasie
patronka tej, co zmartwychwstanie
dała synowi Dyumatseny,
panującego w żywookiej chwale
na tronie Salwy —
Pani, w ofiarnych mieszkająca ogniach,
którą czcił król Aśwapati,
ojciec stu mężnych synów, —
Sawitri —
płynęła w kwiecie lotosu
po niezmierzonych głębinach —
Wokrąg rozlegał się jej śpiew:
»Płynę w pałace Śmierci,
na bezgranicznem zbudowane morzu,
lecz przejdę bezkarnie pod sklepiskiem
malachitowych mauzoleów,
ominę łuki jej kaplic,
wsparte na słupach z labradoru,
i znów w błękitnej przeglądnę się fali,
albowiem jestem Sawitri,
albowiem jestem Miłość...«
 
Ta-ci odwieczna jest pieśń
o poczerniałych,
przedwczesnym zwarzonych mrozem
liściach dzikiego chmielu,
oplatających mą przyzbę.
Czcigodny dwidżah, Arya,
samotny, siwy odwiecznych ogrodów stróż